W dniach 12 - 15 maja 95 lat temu w 1926 r., został dokonany zbrojny zamach stanu w Polsce. Próbując uczcić pamięć tych dni i ofiar poległych w bratobójczych walkach zamieszczam niniejszą publikację.

         

"12 maja 1926 roku wojska wierne Józefowi Piłsudskiemu ruszyły na Warszawę.

Zamach stanu został poparty przez Warszawski Okręgowy Komitet Robotniczy PPS, któremu szefował Rajmund Jaworowski. Kontrolowana przez niego bojówka wzięła aktywny udział w walkach, zajmując między innymi redakcje endeckich gazet i siedzibę Narodowej Partii Robotniczej. Pewna grupa młodzieży robotniczej brała udział w starciach w szeregach paramilitarnego, piłsudczykowskiego Strzelca.

12 maja po południu odbyła się pierwsza manifestacja robotnicza. „Była to demonstracja jedyna w swoim rodzaju – bez określonej trasy, po prostu szło się i szło naprzód, wchłaniając po drodze masy płynące z obu stron po chodnikach. Dopiero późnym wieczorem tłum zalegający ulice zaczął powoli rzednąć” wspominała uczestniczka marszu Romana Grams.

Podczas przewrotu PPS próbowała zorganizować bataliony robotnicze, jednak ochotnicy nie otrzymali broni ani nawet prowiantu i rozeszli się do domów.

Przewrót poparła początkowo Komunistyczna Partia Polski licząc, że będzie mogła rozpocząć legalną działalność. Zorganizowała między innymi demonstracje pod więzieniem na Pawiaku, domagając się uwolnienia więźniów politycznych.

Komuniści i socjaliści wezwali do poparcia strajku generalnego, który odbył się 13 maja. Kolejarze zablokowali dowóz do Warszawy oddziałów rządowych, co przechyliło szalę zwycięstwa na korzyść wojsk Piłsudskiego.

W większości warszawski proletariat zachowywał jednak neutralność. Nie popierał prawicowego rządu, ale nie garnął się też do walki po stronie Piłsudskiego.

Do wsparcia sił rządowych zgłosiło się jedynie około 200 ochotników, głównie z faszyzującej Młodzieży Wszechpolskiej.

Według świadków robotnicy wyszli w dużych grupach na ulice obserwując walki. Podobnie zachowywali się mieszczanie z centrum, stąd duża liczba ofiar cywilnych zamachu.

          

(na zdjęciach wydanie "Robotnika" z 13 maja 1926 roku oraz czołg FT-17 wojsk wiernych Piłsudskiemu podczas walk w al. Ujazdowskich)" [1]

 

"Dziś 95 rocznica bratobójczych walk w czasie Zamachu Majowego. Nie chcę oceniać, kto miał rację, a kto nie. Przypomnę jednak, że zginęło 379 cywili i żołnierzy WojskoPolskie. Niektórzy wojskowi, stojący po stronie rządu, jak np. gen. Kazimierz Sosnowski (późniejszy Wódz Naczelny Polskich Sił Zbrojnych), próbowało popełnić samobójstwo. Inni zaginęli bez śladu jak np. gen. Włodzimierz Zagórski. Wielu uwieziono, wśród nich znalazł się współtwórca polskiego zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej,Generał Tadeusz Jordan Rozwadowski. Ów wielki bohater, pochowany naCmentarz Obrońców Lwowa, wciąż jest zapomniany przezMinisterstwo Obrony Narodowej iMinisterstwo Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. Wszystkim Ofiarom walk wieczna modlitwa i pamięć!" [2]

 

Oceny przewrotu

"Zdaniem Antoniego Czubińskiego, zamach majowy miał czysto antydemokratyczne oblicze: „Otwierając możliwości rozwoju faszyzmu w Polsce, wyrażającego się w autokratyzowaniu państwa, elitarnym podziale społeczeństwa, likwidacji zdobyczy socjalnych – przewrót majowy jednocześnie zahamował rozwój sił demokratycznych i rewolucyjnych w Polsce”[77]. Zupełnie inny pogląd prezentował Leszek MoczulskiJego zdaniem zamach był wymierzony przeciwko zarówno siłom skrajnie lewicowym, jak i prawicowym, których działania zagrażały istnieniu Polski. Jak pisał, „Tylko stanowcze działanie mogło zapobiec najgorszemu. [Piłsudski] ratował Rzeczpospolitą przed śmiertelnym konfliktem, może wojną domową i upadkiem państwa. Ratował też demokrację. Gdyby zwyciężyła prawica – musiałaby okiełznać lewicę; gdyby zwyciężyła lewica – doszłoby do rewolucji społecznej. Każdy z tych przypadków oznaczał koniec demokracji”[78]. Jak wskazywał natomiast Czubiński, „Przewrót majowy oznaczał więc klęskę polityczną tak głównej partii prawicy społecznej, tj. Związku Ludowo-Narodowego, jak i ugrupowań lewicy sejmowej. Miejsce ZLN zajęli piłsudczycy, tworzący od maja 1926 r. szeroki obóz sanacji, w której ramach obok dawnych piłsudczyków skupiali się przedstawiciele klas posiadających oraz prawicy w ogóle. Nastąpiła swego rodzaju nowa konsolidacja tych sił i grup wokół Piłsudskiego”[79]. Jak stwierdził Andrzej Garlicki, przewrót majowy zakończył okres parlamentaryzmu II Rzeczypospolitej, zmieniając nie tylko ustrój, ale i cały szereg stosunków społecznych. Zdaniem historyka, „od tego czasu nie prawo pisane stanowiło najwyższą normę, lecz wola zwycięzcy. On bowiem, niezależnie od zachowania dawnych struktur prawnych, miał nieograniczoną możliwość podejmowania decyzji i on był jedyną instancją odwoławczą. [...] Na tym – niezależnie od form zewnętrznych – polega dyktatura”[78]. Z kolei Janusz Żarnowski zwrócił uwagę na dojście do władzy ideowych zwolenników marszałka, jak również koniunkturalistów: „Po przewrocie majowym wytworzyła się nowa warstwa rządząca, złożona z części dawnych legionistów, która objęła teraz różne stanowiska oraz z »nowych« piłsudczyków, tzw. czwartej brygady, która do legionistów dołączyła. Posiadacze stanowisk wyższego i średniego szczebla w wojsku, dykasteriach administracyjnych i w gospodarce zetatyzowanej (pamiętajmy o jej wielkiej roli w ówczesnej Polsce) stanowili trzon tej warstwy”[78]. Według Andrzeja Ajnenkiela, zamach majowy był jednym z „puczów antyparlamentarnych, jakie nastąpiły w Europie lat międzywojennych poczynając od marszu Mussoliniego na Rzym”[78]. Tymczasem Paweł Zaremba zauważył, że niezależnie od okoliczności, akcja Piłsudskiego była zamachem stanu, zakończonym siłowym przejęciem władzy przez zwolenników marszałka. Jego zdaniem jednak, polityczna ocena przewrotu może być inna, „jak w każdym przypadku, gdy zamach stanu się udaje i gdy staje za nim w czasie jego trwania i bezpośrednio potem duża część społeczeństwa”[78]. Zdaniem Andrzeja Chojnowskiego, zamach majowy był nieunikniony: „demokracja by się nie utrzymała. Sukces Piłsudskiego polegał na tym, że wyczuł słabość demokracji, która miała więcej krytyków niż powodów do krytyki. Wyolbrzymiano zjawisko korupcji, odmalowywano czarny obraz. Różne środowiska brały w tym udział. Dlatego jeśli nie Piłsudski, zapewne pojawiłby się inny kandydat na dyktatora. Kryzys demokracji musiałby się jakoś uzewnętrznić. Najprawdopodobniej do głosu doszedłby sfanatyzowany nacjonalizm w wydaniu młodej endecji”. Ocena przewrotu majowego do dziś jest przedmiotem wielu kontrowersji. Stosunek do tego wydarzenia dzieli nie tylko historyków, ale także polityków. W 2006 r., w 80. rocznicę wydarzeń, w Sejmie złożono cztery projekty uchwał w tej sprawie. Żaden z nich nie został przyjęty. W maju 2009 r. nowe projekty uchwał przygotowały Polskie Stronnictwo Ludowe i Sojusz Lewicy Demokratycznej. Dokument PSL dotyczy przede wszystkim uczczenia pamięci ofiar zamachu. W projekcie SLD można natomiast przeczytać, że

  W wyniku przewrotu majowego Polska znalazła się na krawędzi wojny domowej. Jego autorzy skazali na śmierć setki niewinnych ludzi: żołnierzy i mieszkańców Warszawy. Kazali Polakom strzelać do Polaków. Stworzyli w Berezie Kartuskiej obóz dla przeciwników politycznych. Zamiast służyć Narodowi podzielili go na zwalczające się obozy[80].


Oba projekty nie uzyskały poparcia największych wówczas partii sejmowych –Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości[80]".[3]

Linkografia: